Czeka mnie wielka zmiana – a właściwie, mentalnie już w niej tkwię. Od czego się zaczęło? Od bardzo wysokich porannych cukrów. Trwało to na tyle długo, że postanowiłem przestać zgadywać i umówiłem się na konsultację z dietetykiem.
„Co pana do mnie sprowadza?” – zapytała w gabinecie specjalistka.
I tak rozpoczął się wywiad. Analizowaliśmy mój kulinarny dzień krok po kroku. Opowiedziałem o śniadaniach, obiadach, kolacjach i… o moim regularnym, wieczornym opychaniu się czym popadnie (najlepiej czymś słodkim). Efekt tych wieczornych uczt doskonale znałem: „brak skali” na porannym odczycie CGM-u.
Zaskakująca diagnoza
Pani dietetyk wysłuchała mnie z uwagą, po czym wzięła czystą kartkę i szczegółowo rozpisała moje posiłki. Na podstawie ich objętości i wagi oszacowała kalorie, które codziennie przyjmuję. Następnie przeszliśmy do mojego trybu życia. Na co dzień mam bardzo dużo ruchu, do tego dochodzi sport rekreacyjny. Zestawienie tych dwóch wartości – jedzenia i ruchu – przyniosło zaskakujący wniosek: mam poważny deficyt energetyczny.
Zagadka rozwiązana. To właśnie brak energii w ciągu dnia prowokował moje wieczorne napady wilczego głodu.
Nowy plan gry
Dostałem nowe wytyczne dotyczące białek, tłuszczów i węglowodanów. Ponieważ od dzieciństwa zmagam się z celiakią, musieliśmy zrezygnować z moich pierogów i naleśników. Nowy fundament to obfite, sycące śniadania. To od teraz mój punkt wyjścia i paliwo na resztę dnia.
Co dalej? Po urlopie wracam na wizytę kontrolną. Ale mój cel na teraz jest tylko jeden: wreszcie wyprostować ten wykres glikemii!
How useful was this post?
Click on a star to rate it!
Average rating / 5. Vote count:
No votes so far! Be the first to rate this post.














